Spacer w kierunku bezrobocia?

15 Gru

Wchodzę na bardziej kolorowy niż zwykle rynek. Świecidełka, bombki, stragany. Czas chyba się zatrzymał, albo ludzie poruszają się w ślimaczym tempie wlepiając ślepia w tańczące iskierki. Ciekawe jak długo już tak tkwią? W końcu jest piątek, większość z nich powinna być jeszcze w pracy, skupiając się na zarabianiu pieniędzy, a nie wydawaniu ich na bezmyślne i drogie, bo jarmarkowe koguciki na patyku.

Chcąc uniknąć hałasu i blasku świątecznych Marry Christmas szybko usuwam się w cień choinkowych lampek. Stąd spokojnie mogę obserwować cały ten cyrk na kółkach. Co widzę? Markowo ubranych rodziców i o dziwo tak samo modnie ubrane dzieci. Futrzane czapki z Zakopanego, skórzane rękawiczki z Ochnika i płaszczyki z Zary. Tak żyje się najmłodszym obywatelom naszego kraju. Mama jakby prosto od fryzjera. Idealnych loków nie psują płatki śniegu, ani zdecydowanie za silny jak na Polskę wiatr. Perfekcyjny makijaż eksponuje duże oczy i skrywa drobne zmarszczki. Elegancka pani w dłoniach trzyma kilka siatek z ozdobami prosto od regionalnych artystów. Tata, najnowszym Nikonem robi zdjęcia zafascynowanej świąteczną karuzelą córeczki. Mój wzrok zawiesza się na dwójce kolejnych bohaterów. Młodzi, piękni, uśmiechnięci. Przyjechali na grzańca. Właśnie… przyjechali. Najnowszy cooper jaki stanął przed moimi oczami prawie zdecydował o tym, że chłopaka wzięłam za największego w Polsce dilera, mafiosa, albo handlarza bronią. Wszystko jedno, dwudziestoparolatek nie mógł przecież dorobić się fortuny na badaniach naukowych?! Lepiej nie będę im się zbyt długo przyglądać. Dwójka sympatycznych staruszków zatrzymała się przy stoisku ze słodkościami. Zdrowi, zadbani, zadowoleni z siebie. Aż trudno uwierzyć, że życie na emeryturze może tak wyglądać…

Z nadmiaru dobrobytu kręci mi się w głowie. Postanawiam wrócić do domu. Z racji braku świeżego pieczywa muszę zajrzeć do piekarni, a że jedyny wytwórca chleba po drodze ma siedzibę w galerii handlowej to czeka mnie prawdziwe starcie ze świąteczną masą. 3, 2, 1… Setki osób z tysiącem mniejszych i większych siateczek poruszają się bezwładnie jakby byli zahipnotyzowani. Przeciskając się przez tłum, muszę uważać, żeby nie dostać w głowę, która już od wejścia buntuje się przed wszechchobecnym Last Christmas i Jingle Bells.

Gdzie się podziało bezrobocie?

/AG/

Reklamy

Jedna odpowiedź to “Spacer w kierunku bezrobocia?”

  1. rev Grudzień 7, 2013 @ 9:53 pm #

    Nigdzie się nie podziało. Kraków jest turystycznym miastem, w okresie świątecznym zjeżdża się sporo ludu z całej Polski, a przyjeżdżają ci, którzy mogą spokojnie poszaleć choćby na zakupach. I można odnieść takie mylne, dołujące wrażenie… skoro ludziom tak dobrze, wszystko piękne, kolorowe, obwieszone zakupami, to gdzie jest ta nasza szara rzeczywistość?? Otóż jest cały czas… poza okolicami krakowskiego rynku 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s