Ukochana Warszawka…

10 List

Nie cierpię Warszawki. Nie to, że jestem uprzedzona do będącej zawsze na pierwszym miejscu, ale ciągle stojącej w korkach stolicy, wylansowanej młodzieży w kolorowych okularach, czy wiecznie uciekających żółtych tramwajów. Gdzie tam. Ja po prostu jej nie lubię. Bo niby za co?

Kradnie mi sprzed nosa wszystkie najlepsze oferty pracy. Dziennikarz/ Redaktor naczelna/ Spiker/ Prezenter. Miejsce pracy: Warszawa. Moje oczy nie dowierzają rajskiej wizji pracy dla dziennikarza w tej Mekce Żurnalistów. Za to z niepożałowanym smutkiem godzą się z kolejną utratą…wyśnionej pracy.

Zaraz, zaraz przecież to nie moja wina, że zamiast w jakże rozwiniętym mazowieckim, przyszłam na świat w województwie o największym stopniu bezrobocia (czyżby to była zapowiedź porażki?). A, że od zawsze bardziej ciągnęło mnie na południe niż na północ, to skończyło się na przejażdżkach dorożkami, a nie szybkim metrem. Zamiast postawić na nowoczesność Warszawki, zakochałam się w niszowej kulturze (ukochanego) Krakówka.

Nie żałuję…nie żałuję? Nie żałuję!

Przecież to niemożliwe, że jedno miasto skupia wszystkie najważniejsze redakcje prasowe, radiowe, telewizyjne!?

Owszem, są siedziby regionalne. Nie twierdzę, że nie. Tylko dlaczego tak trudno skontaktować się z ich dyrektorem? Dlaczego pani sekretarka nigdy nie odbiera telefonu, a pan na recepcji z politowaniem w oczach patrzy, kiedy kolejny dzień przychodzę okupować wejście do instytucji w celu namierzenia naczelnego?

Owszem, może i mniejsze redakcje mają swoje siedziby w innych, większych miastach (może dwóch?!), tylko, że akurat te wymarzone przeze mnie znajdują się w samym środku warszawskiego media-piekła…

Historia lubi się powtarzać. Dlatego codziennie rano widzę te same (znienawidzone) oferty pracy w tym samym (znienawidzonym) mieście, a że wieczorem mój ogląd na (coraz bardziej znienawidzony) świat jest dokładnie taki sam, to polski rynek pracy staje się dla mnie (równie bardzo znienawidzoną) pustą studnią bez dna. Tak huśtam się w wiadrze pełnym (straconych) nadziei i czekam, aż ktoś „z góry” popatrzy na moje CV, złapie za korbkę, wciągnie mnie na pokład swojej firmy, a na koniec podpisze cyrograf z diabłem na umowę o pracę w pełnym wymiarze godzinowym…

/AG/

Reklamy

Jedna odpowiedź to “Ukochana Warszawka…”

  1. Iwona Sierpień 17, 2013 @ 8:13 am #

    Odnośnie Warszawki mam też swoją teorię. Zgodzę się z tym, że wszystkie ciekawe oferty pracy są właśnie z tego „urokliwego” miasta. Mnie jednak zawsze uderza jeden fakt: w swojej „ciekawej” pracy, bardzo często widząc kierunkowy 22 dostaję tzw. gorączki. Nie dość, że bardzo opryskliwie odnoszą sie do drugiej osoby, to za wszelką cenę próbują udowodnić, że są lepsi od tej drugiej osoby. „Wyszukane” słownictwo, dokładna artykulacja – tak, to jest to, co najbardziej lubię!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s