Pracoholik w chorobie

1 Czer

Budzisz się i czujesz, że w gardle szaleje stado dzikich bestii, na szyję ktoś wcisnął ci kolczastą obrożę, a teraz na dodatek ciągnie Cię na spacer… do pracy. Z automatu podchodzisz do szafki i pakujesz cały dziesięciopak chusteczek higienicznych. Podświadomie czujesz, że to łamanie w kościach to nie reumatyzm.

Który to już raz? W listopadzie była angina. Dobrze pamiętasz, bo to właśnie wtedy o mały włos nie osunęłaś się z krzesła na spotkaniu, które z półgodzinnego przerodziło się w dwuipółgodzinny monolog… Grudzień – angina. To w końcu przez nią nie poszłaś na firmową Wigilię. Styczeń – na odmianę grypa. Wypluwałaś płuca znosząc dzielnie niewyszukane komentarze współpracowników i litościwe spojrzenia przełożonych.

W końcu gdyby zabrakło Cię choć przez jeden dzień świat by się zawalił. Zaległości osiągnęłyby wysokość Burdż Chalifa, problemy po powrocie ściągnęły by Cię na dno jak Titanica, a tempo pracy osiągnęłoby wartość porównywalną z prędkością światła…

Bierzesz więc dwa wdechy i trawiony gorączką zmierzasz do pracy. Udajesz, że nic Ci nie jest choć każde powstrzymywane kichnięcie gromadzi w twoich oczach łzy, a wychodząc do łazienki dajesz upust powstrzymywanemu kaszlowi. Dasz radę. Musisz. To nic, że efektywność twojej pracy spada wprost proporcjonalnie do wzrostu gorączki. Popijasz kolejną dawkę leków, które miałeś stosować 3 razy dziennie, a połykasz je co 2 godziny w nadziei, że szybciej pozbędziesz się paskudnego choróbska.

Spoglądasz na sąsiednie biurka i ze zdziwieniem dostrzegasz, jak wielu osób nie ma dziś w pracy. Spóźnią się? Sytuacja szybko się wyjaśnia, gdy czytasz kolejne wiadomości na pracowniczej skrzynce: „Do końca tygodnia jestem na L4”, „Kochani dopadła mnie grypa”, „Musiałam zostać w domu, bo rozłożyło mnie przeziębienie”… Czyli sezon zachorowań w pełni.

Zastanawiasz się jak oni wszyscy ogarną swoje zaległości po powrocie? Kto ich zastąpi? Co z odwołanymi spotkaniami? Z przełożonymi rozmowami? Niepodpisanymi dokumentami? Chyba tylko ty się nad tym zastanawiasz…

… i tylko Ty wolisz 4xL czyli: LEDWO patrzeć na oczy, LEDWO oddychać, LEDWO chodzić i LEDWO żyć, niż wziąć L4!

M.R©

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s