Dobro najwyższe: umowa o pracę

27 Sier

– Na początek to będzie trzymiesięczna umowa o dzieło.

Właśnie moje marzenia legły w gruzach. Jeszcze słyszę huk spadających cegieł. Zgliszcza pochłonęły tumany kurzu. Aż sama czuję się trochę oszołomiona. Duszno mi?!

– Umowa o dzieło?

– Tak. Nie znam Cię. Nie mogę zagwarantować nic innego.

Nie wolno kopać leżącego! Tymczasem ja dostaję ostro po głowie. A dokładnie po oczekiwaniach jakie miałam względem przyszłego pracodawcy. Dzisiejsza rozmowa dokładnie wybiła mi je jedno po drugim.

Znienawidzone „dzieło” dla pracodawcy jest najlepszym rozwiązaniem. Zero udogodnień, zero konsekwencji, zero zbędnych rozmów. Za to sto procent oczekiwań. To tak, jakby pracownik nie istniał, a od jego ducha wymagałoby się, żeby nagle stał się  człowiekiem…

Kiedy przełożony sączy drinki w raju zadowolony, że na swoim podwładnym zaoszczędził tyle, że stać go na wakacje all inclusive – pracownik przechodzi istne piekło. Harować musi za dwoje, ale nie powinien się wystawiać na działanie czynników zewnętrznych, bo jeśli zrobi sobie krzywdę za pobyt w szpitalu będzie musiał zapłacić sam. Nie daj Boże się zakochać i planować wspólne życie! Szansy na kredyt nawet najmniejszej. Oszczędzanie? Jeśli rzeczywiście dostaniesz swoją wypłatę w dokładnie określonym wcześniej terminie – gratuluję! Możesz odłożyć 50 zł na swoje „nowe życie”. Zakładam, że resztę pochłoną wydatki na czynsz, opłaty i aktualne potrzeby.

Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Ale czy ktoś powiedział, że będzie aż tak ciężko?

Umowa o pracę na pełny etat ze wszelkimi świadczeniami zdrowotnymi i społecznymi to prawdziwa manna z nieba, skarb narodów, cud objawiony! Szkoda tylko, że dla pracodawcy jest czymś zupełnie odwrotnym…

/AG/

Reklamy

Komentarze 2 to “Dobro najwyższe: umowa o pracę”

  1. Belladonna Sierpień 28, 2013 @ 6:53 pm #

    „Nowe życie” w naszym kraju to totalna pomyłka. Nikt nie szanuję biednego żuczka, który odwala prace za innych. Pracodawcy tylko wymagają nie oferując nic w zamian. Umowa o dzieło, zlecenie – oj to tak, a najlepiej 3-miesięczny okres próbny bez jakichkolwiek zobowiązań. Nikt dzisiaj nie troszczy się o robaczka. „Pracodawca musi Państwa zatrudnić po odbyciu stażu. Taką zawiera umowę z Urzędem Pracy. Nas jednak nie interesuje jaki to będzie okres czasu i charakter umowy, równie dobrze może to być umowa o dzieło na okres tygodnia, byleby coś z Wami podpisał” – to słowa Pani instruktor z szacownego Urzędu Pracy. A czy szacowny Urząd chociaż raz się pofatygował żeby sprawdzić jak przebiega staż, zapytać czy są jakieś problemy ze strony pracodawcy, czy zakres obowiązków nie nie wybiega po za umowę – ależ skąd, po co!!!. I to właśnie Polska rzeczywistość niestety.

    • humanistki Sierpień 29, 2013 @ 10:26 am #

      Niestety umowy „o dzieło” podpisywane na dwa czy trzy dni stają się codziennością. Tylko jak z takiej codzienności ma wyżyć człowiek „już nie bezrobotny”? Żadnych świadczeń, żadnych perspektyw…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s