TEATR: Macabra Dolorosa

10 Czer

Mrok na scenie Teatru Nowego rozdziera dzika i głośna muzyka. Światła zapalają się i gasną. Na scenie wije się w dynamicznym tańcu młoda kobieta. Ale to wcale nie jest koncert rockowy, a budzący kontrowersje nowy spektakl w reżyserii Pawła Szarka „Macabra Dolorosa albo rewia DADA w 14 piosenkach z monologami”.  Już na wejściu autor sztuki sygnalizuje nam, że nie będzie to smutna refleksja nad śmiercią dziecka i psychiką jego matki-morderczyni, ale prawdziwy show.

Monologi oparte na tekstach z Medei, listach Magdy Goebbels czy innych przypadkach dzieciobójczyń dają szerokie spektrum do obserwacji powodów, czy uczuć towarzyszących matkom, które zabijają własne dzieci. Jednak wątek Katarzyny W. zdaje się przeważać nad innymi będąc tym znanym każdemu, najbardziej aktualnym i upublicznionym w każdym szczególe.

Z czternastu piosenek z monologami nie wyłania się obraz nachalny, ale szkic stworzony z aluzji.  Kilka haseł-kluczy, kilka niedomówień. Jeśli ktoś nie śledził nowych doniesień w sprawie „matki małej Madzi” mógłby tych aluzji nie wychwycić. Ale reakcje widowni zdają się potwierdzać, że wśród zgromadzonych nie ma chyba medialnych ignorantów…

Na scenie, w monologach, tak jak w życiu dzieciobójczyń prawda miesza się z kłamstwem. Od histerii po spokój i opanowanie, zupełnie jak ze słynnym słodzeniem herbaty. W połowie spektaklu Katarzyna Chlebny zrzuca sukienkę i prezentuje się w samym stroju kąpielowym, by za chwilę prężyć się przy metalowej rurze. Czy czegoś nam to nie przypomina? Mówi, że uwielbia scenę, błyszczy w blasku fleszy… jest gwiazdą i musi stale podsycać szum wokół siebie, bo „kiedy spadasz kochają innego”. Za moment zaintonuje piosenkę, której interpretacja nikomu nie nasuwa trudności: „Teraz mam czas dla siebie, teraz mam czas na swoje pasje, bo już nie stoisz mi na drodze, teraz jesteś w niebie”.

Ukłony należą się przede wszystkim Katarzynie Chlebny. Niesamowita gra aktorska, genialna modulacja głosem i umiejętność zmieniania twarzy i nastroju w błyskawicznym tempie, a wszystkie te umiejętności sprawiają, że nie da się od niej oderwać wzroku nawet na moment. Rewia muzyczna, w której utwory m.in. Nicka Cave’a, The Tiger Lillies, Rammsteina czy Marilyn Mansona wykonują Łukasz Marek na perkusji i Paweł Harańczyk na pianinie.

Scenografia nie jest bogata. Stojąca w rogu palma, pianino i perkusja. W połowie spektaklu pojawia się także dziecięcy wózek. Cała scena oświetlona kilkoma lampami ma symbolizować przestrzeń bunkra. Jest półmrok, wokół duszno i ponuro. Raz po raz monolog aktorki rozrywa huk spadającej bomby. Bunkier jest ostrzeliwany, podobnie jak my jesteśmy bombardowani nowymi doniesieniami medialnymi o procesie Katarzyny W….

Przed premierą media grzmiały i opluwały nowy spektakl w niewybrednych słowach. Te same, które niegdyś szły w szranki by jako pierwsi podać najnowsze doniesienia w tej sprawie. Wypowiedzi „ekspertów” narzucały jedno skojarzenie: otóż żądni sławy i żerujący na uczuciach twórcy przedstawienia chcą zyskać sławę kosztem śmierci dziecka. Miejmy nadzieję, że autorzy tych tekstów mieli okazję przekonać się osobiście, o czym tak naprawdę był ten spektakl i co było jego głównym przesłaniem.

Jakie ono było, w moim odczuciu? Okrutne, bolesne i naprawdę makabryczne. Nie dlatego, że spektakl bulwersował swoją formą, obrażał, budził kontrowersje, hańbił i bezcześcił pamięć o zmarłym dziecku. Nic takiego w nim nie dostrzegłam. Zobaczyłam zupełnie coś innego. Moment gdy z monologu aktorki spektakl zmienia się interaktywną grę z widzami obnaża całą prawdę o tym, jacy jesteśmy. Rozpoczyna się zabawa, medialna rewia, cyrk, któremu towarzyszą salwy śmiechu z widowni. Kiedy dobiega końca Katarzyna Chlebny mówi do rozchodzących się widzów: „Tańczyliście na grobie dziecka w rytm Mensona”. Potem pada jeszcze niesmaczny żart, który funkcjonuje już od dawna w internecie: „Pan uważa na próg”!

Podobnie jest gdy aktorka śpiewa piosenkę, w której przeplatają się fragmenty wypowiedzi znanych nam z mediów, gdy powtarza jak mantrę refren „kant, futryna, kant, futryna, kant..”. Śmiech z sali pokazuje, że nikt już nie pamięta o dziecku, jego śmierci i szacunku do niego. Tworzenie z Katarzyny W. celebrytki, przesyt informacji na jej temat sprawił, że nie ma już żalu, łez i smutku, ale śmiech, drwina i kabaret… i to jest najbardziej makabryczne w tym spektaklu…

Kiedyś sztuka miała za zadanie prowadzić do oczyszczenia, katharsis. Dziś niewiele jest już spektakli, które spełniają to kryterium. „Macabra Dolorosa” jest właśnie tym wyjątkiem. Pozwala oczyścić siebie, swój umysł z medialnego bagna i zobaczyć, co na prawdę powinno być ważne i co jest sednem tej bulwersującej całą Polskę sprawy. Czy Teatr Nowy popełnił błąd wystawiając tę sztukę? Dziś kiedy ludzi nic już nie wzrusza trzeba zastosować terapię wstrząsową, inaczej przesłanie przejdzie bez echa. „Macabra Dolorosa” spełniła swoją funkcję, o czym świadczyć mogą choćby owacje na stojąco…

/MR/

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s