SZTUKA: Wojcich Kopczyński

5 Czer

Każdy w coś gra. Gra w karty, gra w klasy, nawet w życie.

Czasem dla zabawy, a czasem na poważnie.

Tak jak  Wojciech Kopczyński –  krakowski artysta, który zaprasza nas w świata obrazów.

Gdzieś są drzwi, nawet nie jedne. Aż trudno uwierzyć, że Galeria Artemis ma ich tyle i to jeszcze umieszczonych na płótnie. Jedne kuszą rozmytymi fotografiami z własnego wnętrza, inne uwodzą spokojną szarością, kolejne budzą niepokój rozpyloną na ich powierzchni białą substancją. Szkoda tylko, że żadne nie posiada klamki.

Może ona wcale nie jest potrzebna?

W końcu autor wpuszcza nas do swojego domu, królestwa malarstwa, gdzie panują inne zasady. Reguły gry, o której nie da się zapomnieć. Wszakże już odwracając głowę naszym oczom ukazuje się zagadkowa układanka na ścianie – plansza, z którą zwiedzający będą musieli się zmierzyć. Pól na niej nie brakuje, każde kryje łamigłówkę, aby przesunąć się o obraz do przodu, najpierw trzeba ją rozwiązać.

Pozostaje tylko zmienić się w niby-człowieka i rozpocząć grę pt: historia ciała.

Początek, koniec? Czy to ważne, z którego miejsca zaczniemy?

Każde jest tak samo bierne i pasywne. Sceneria obrazów zawieszona w próżni, niemal zastyga w martwocie. Ludzkie postacie są zdrętwiałe, jakby zamrożone, chore. Pozbawione wyrazu twarzy mogą oddziaływać na widza jedynie własnym ciałem. Ono ulega rozpadowi. Jego elementy są bądź nie w polu naszego widzenia.

Coś jest, czegoś brakuje, coś się stało.

Postacie są odczłowieczone, wszystkie ukazane w podobny sposób, a jednak każda z nich jest inna. Utrzymane w konwencji szaro-czarnej nie przywodzą na myśl dobrych spostrzeżeń. Raczej jedno konkretne – ciało uległo degradacji, zmienił się też sposób ukazywania go w historii malarstwa.

Estetyczność obrazów zachwyca. Nie ma tu dodatkowych dekoracji czy kolorów. Są schematy – podobne pociągnięcia pędzla pozbawiają elementu zaskoczenia. Kompozycyjność cyklów, a także ich powtarzalność przyzwyczaja do powagi i surowości. Okazuję się, że minimalistyczne bogactwo środków plastycznego obrazowania skłania do głębszej i dłuższej refleksji, podczas której można wyciągnąć wnioski z całej wystawienniczej gry.

Kolejnych jej etapów możemy doszukiwać się u Andrzeja Wróbelskiego. Malarza, pozbawiającego rzeczywistość upiększeń. Tworzącego rzeczowe i jednoznaczne płótna. Prace: Człowiek rozdarty i Cień Hiroszimy najlepiej obrazują naturalistyczne oblicze jego twórczości.

Wspólny dla artystów fotograficzny realizm przyciąga. Niewiele jest przecież okazji, aby zajrzeć w głąb ludzkiego ciała. Obrazy zamykają w swoim wnętrzu. Powodują, że coś się w nas zmienia, każdy jest więźniem własnej gry (….) jak mówił Emil Cioran. Gry, w którą nie jeden z nas jeszcze kiedyś zagra.

Powaga wyrazu pozostaje, przezwycięża ją tylko lekki uśmiech wyrażający sentyment do starych samochodów. Czekają one przy wyjściu. Wszystkie z poczciwym wzrokiem dobrego przyjaciela. Zasłużone, zbrakowane, może nawet trochę zardzewiałe.

Auta z duszą chciałoby się powiedzieć.

Gotowe na przejażdżkę po świecie Wojciecha Kopczyńskiego.

/AG/

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s